office 2013 product key shop You can find product key for microsoft office 2013 , microsoft office 2013 serial number, microsoft office 2013 product key , office 2013 activator Office Professional Plus 2013 Key Office Professional Plus 2010 Key http://www.cdkeypascher.com http://www.productkeysale.com

Anna Jagiellonka-Shchur na Erasmusie we Francji

 – Z MAILI DO DR AGI ZGRZYWY –

Tuluza 1

JESIEŃ

„Będziesz się śmiał…. jestem Rosjanką z ukraińskim obywatelstwem, która przyjechała do Francji, żeby uczyć się polskiego…. dziwnie brzmi, prawda?” 

Tak, już cały miesiąc mieszkam we Francji, w Tuluzie…Na razie nie mogę powiedzieć, że tutaj się żyje lepiej albo gorzej niż w Polsce / na Ukrainie. Życie tutaj po prostu jest inne, ludzie są inni. Tutejsi Francuzi są dość skomplikowani. Większość z nich ma bardzo wysokie poczucie własnej wartości (moim zdaniem to jest całkiem niezłe), które, przy obcowaniu z tak zwanymi „przedstawicielami innych narodowości”, czasem przyjmuje formę delikatnej pychy, jakiejś subtelnej arogancji. Mimo że już wielokrotnie przepraszali za swoją kolonizatorską przeszłość, mimo że kiedyś sami zaprosili do swojego kraju niemal wszystkich przedstawicieli narodów Afryki i Azji, i już około dziesięciu lat żyją w multikulturowym  środowisku, w nowoczesnych Francuzach jeszcze żyje duch Napoleona. Napoleona, chcącego zostać imperatorem świata… Chyba przez długi czas byli wychowywani w duchu takich wartości i to nie jest zupełnie ich wina…Jest w tym nawet jakiś czar, jakiś charme, coś, co oczarowuje rozmówcę…))

Nigdy nie zauważałam czegoś podobnego u Polaków (chodzi mi o skłonność do dominacji nad innymi). Przez cały rok życia w Polsce w ogóle nie zauważyłam wielkiej różnicy w mentalności między Polakami a Ukraińcami, mimo że historie naszych państw są różne i mimo że języki nasze też trochę się różnią…We Francji sytuacja jest inna…

Tuluza 2Około dwóch tygodni temu poznałam jednego chłopaka na uniwersytecie. On mnie pyta „Skąd jesteś?”. Odpowiadam: „Będziesz się śmiał…. jestem Rosjanką z ukraińskim obywatelstwem, która przyjechała do Francji, żeby uczyć się polskiego…. dziwnie brzmi, prawda?” On mówi: „No coś ty! Jestem z Chorwacji, ale na stałe mieszkam w Niemczech, uczę się tam filologii francuskiej i włoskiej, a do Francji też przyjechałem w ramach Erasmusa. Więc jesteśmy pokrewnymi duszami…)))”.  Zazwyczaj, kiedy ktoś tutaj mnie pyta, skąd jestem, a ja nie chcę się zagłębiać w szczegóły tego pytania, to mówię po prostu, że jestem z Polski. Na razie nikt z pytających mnie o to Francuzów nie wyraził co do tego najmniejszych wątpliwości…)))

Tutejsza sekcja języka polskiego nie jest zbyt wielka… składa się z pani dziekan Kingi Joucaviel i jeszcze trzech wykładowczyń-Polek. Pani Kinga opowiadała, że mieszka w Tuluzie około trzydziestu lat. To właśnie dzięki jej staraniom utworzono polski kierunek na tutejszym uniwersytecie. Podziwiam poziom jej znajomości języka francuskiego (jak również polskiego). Ale nasz kierunek, stworzony, by umożliwić poznawanie języka polskiego i polskiej kultury, niestety, nie jest tutaj zbyt popularny… Na zajęcia chodzi pięć osób, wśród których jestem ja, jeszcze jedna erasmusowa studentka z Ukrainy i trzej Francuzi polskiego pochodzenia. Każdy z nas zna język polski na innym poziomie… Pani Kinga postanowiła zebrać nas wszystkich w jedną grupę i uczyć nas według programu trzeciego roku licencjatu FP, ponieważ w następnym roku naszego kierunku może już nie być… Mamy więc gramatykę praktyczną i opisową, historię Polski, literaturę polską i nawet praktyki teatralne. Oprócz tego pani Kinga prowadzi bardzo ciekawe zajęcia z metod francusko-polskiego tłumaczenia. Na razie próbujemy tłumaczyć na francuski Pana Tadeusza (ten fragment inwokacji: „Litwo! Ojczyzno moja!”). Muszę wyznać, że sprawa ta nie jest łatwa… Analizowaliśmy razem wiele przekładów tego tekstu znanych francuskich tłumaczy. Większość z tych tłumaczeń to jakieś bzdury….Niestety, niewielu z tych autorów udało się zrozumieć, o co dokładnie chodziło Mickiewiczowi w tym poemacie…Chociaż może rozumieć to jedna sprawa, a tłumaczyć (pięknie tłumaczyć) na język obcy to już inna…

Tuluza 3Co do Tuluzy, to jest tu bardzo ładnie i ciepło. Można jeszcze się opalać nad rzeką. Jest wielu Hiszpanów, którzy, w przeciwieństwie do Francuzów, są bardziej otwarci i chętni do rozmów. Kiedy idę ulicą, często słyszę: „Hola, chica, como estas?” („cześć, dziewczynko, siema!”). Czasami to podnosi nastrój )))

Brakuje mi jednak Pani, jak również Nikity, Artema, Żeni Bubenko, Jerzego i Ilony… Zeszły rok, który spędziliśmy razem, był dla mnie naprawdę czymś wspaniałym…Mam nadzieję, że następny 2015/2016 rok będzie dla nas jeszcze bardziej fascynujący, że spędzimy go również razem ))). Proszę także przekazać moje pozdrowienia dla pana Jana. Mam nadzieję, że Jej Magnificencja Polszczyzna na pewno pokocha tegorocznych (i nie tylko) studentów, )))))))))

 

Strajk na uniwersytecie 4

ZIMA

Uniwersytet strajkował przez niemal cały semestr…. Zajęcia się nie odbywały… Ale wynikiem tego była zgoda pana rektora na obniżenie opłaty za studia do 500 euro. Studenci zdobyli to, czego tak długo pragnęli. Alleluja! 

 

Korzystając z wolnego czasu, który obecnie mamy z okazji świąt Bożego Narodzenia, wybrałam się wczoraj na wycieczkę do Marsylii. Jest to przepiękne miasto nad samym Morzem Śródziemnym. Pierwszą rzeczą, jaka mnie zaskoczyła, było bardzo łagodne południowe powietrze i dość ciepła woda w morzu (na razie tylko dotknęłam jej ręką), wbrew zimie. Na każdym kroku widzi się tutaj pełno zielonych drzew, można więc łatwo zapomnieć, jaka jest teraz pora roku… Marsylskie lato chyba jest nieśmiertelne…

Zaskoczyło mnie też to, że tutejsi kierowcy zwykle ustępują pierwszeństwa pieszym, nawet tym, którzy idą na czerwonym…. po prostu uśmiechają się i cierpliwie czekają, niby chcą powiedzieć: „Idź, proszę, nic nie szkodzi!” :-) Może to słońce i morze mają na ludzi taki cudowny wpływ…?

Byłam w starym porcie. Znajduje się tam jarmark rybny, na którym można znaleźć niemal wszystkie rodzaje owoców Śródziemnomorza (ostrygi, krewetki, omułki). Oprócz tego w porcie jeszcze sprzedają ręcznie robione marsylskie mydła, bardzo znane i doceniane we Francji.

Na najwyższej górze miasta znajduje się wielka i majestatyczna katedra Notre Dame de la Garde. Wieżę tej katedry wieńczy pozłacana figura Matki Boskiej z dzieciątkiem, która jest obrończynią miasta. Z tej katedry widać panoramę całej okolicy. Jest to naprawdę przepiękny widok.

Można wspomnieć także, że zgodnie z teorią Leonardo da Vinci, Maria Magdalena, żona Chrystusa, przeprowadziła się po jego śmierci z Jerozolimy do Marsylii, ratując się przed prześladowaniami. I akurat w Marsylii została narodzona ich córka Sara. Więc jest to rzeczywiście fantastycznie atrakcyjne miasto…

I tutaj, i w Tuluzie czynię wciąż nowe obserwacje na temat Francuzów. Dochodzę do wniosku, że jednak są dość liberalni i tolerancyjni. Uwielbiają dyskusje na temat wolności, równości, braterstwa oraz niepodległości. Odwołują się często do przysłów wielkich francuskich humanistów, takich jak na przykład Jean-Jacques Rousseau, który mówił, że cierpliwość jest gorzka, ale jej owoce są słodkie. Jest też taka bardzo popularna wśród Francuzów wypowiedź François Rabelais’go: „Wszystko przychodzi na czas temu, który potrafi czekać”. Jednakże zauważyłam, że kiedy coś zaczyna iść wbrew ich interesom, szybko przetwarzają się z „postronnych spostrzegaczy” [piękne określenie, chociaż powinno być pewnie: ‘bezstronnych obserwatorów’ – ? – przyp. A.Z.] w obrońców, namiętnych apologetów wszystkiego, co jest dla nich istotne.
Najlepszym przykładem takich ich reakcji i emocji są strajki, które regularnie odbywają się we Francji. Mogą to być strajki pracowników metra przeciwko wydłużeniu dnia pracy bądź strajki studenckie przeciwko podwyższeniu opłaty za studia. I takie strajki mogą trwać od kilku dni do kilku miesięcy, w zależności od tego, jak szybko zostają spełnione wymagania ludzi strajkujących.

Jeden z naszych wykładowców francuskiego opowiadał mi, że w roku 2009 na uniwersytecie tuluskim odbywał się strajk, który trwał około 5,5 miesiąca…


To znaczy – aż trudno sobie to wyobrazić! – uniwersytet strajkował, był zablokowany, nieczynny przez niemal cały semestr… Zajęcia się nie odbywały… Ale wynikiem tego była zgoda pana rektora na obniżenie opłaty za studia do 500 euro. Studenci zdobyli to, czego tak długo pragnęli. Alleluja! Wygląda na to, że francuski strajk jest najbardziej popularną, modną formą dialogu pomiędzy społeczeństwem a władzą. Czemu akurat strajk? Nie wiem… Chociaż właśnie podczas takich strajków Francuzi okazują sobie niesamowitą solidarność, nonkonformizm, wierność swoim pragnieniom aż do samego końca… Bardzo to ich łączy. Ale później, po „wygranej wojnie” znowu przekształcają się w takich sobie cichych filozofów-humanistów. )))

 

Bordeaux 4WIOSNA

 

Długie pobrzeże ciągnące się przez całe miasto w dół niebiesko-ołowianej Garonny, z olbrzymimi mewami, które nie bardzo boją się ludzi, czasem biorą z rąk jedzenie i nawet wykazują chęć do pogadania z kimś 

 

Czas biegnie bardzo szybko. Obecnie jestem zaangażowana w niektóre sprawy. W szczególności pomagam pani Kindze w przygotowaniu Polskiego Tygodnia, który odbędzie się w Tuluzie w kwietniu. Jest to wielkie przedsięwzięcie zorganizowane i finansowane corocznie przez Ambasadę Polski we Francji. Opowiem o tym trochę później ))).

Natomiast spieszę Pani opowiedzieć o mojej następnej podróży. Tym razem to było wyrafinowane oraz niezwykle żywe i dynamiczne Bordeaux – stolica najlepszych i najbardziej znanych win francuskich. Jest to stare i bogate miasto mieszczące się, jak i Tuluza, na południu Francji, nad brzegami rzeki Garonny. Jednak w odróżnieniu od Tuluzy, Bordeaux ma dostęp do Atlantyku i swój własny port, co powoduje, że jest dla swoich mieszkańców wygodnym azylem – znacznie bogatszym i obfitszym niż inne francuskie miasta. Kierowca, z którym jechałam do miasta, opowiadał, że paryska elita (mianowicie, byli generałowie, artyści, politycy oraz sportowcy) po zakończeniu kariery często przeprowadzają się z burzliwego Paryża do Bordeaux, którego słoneczność i majestatyczny spokój (razem ze wspaniałymi winami) skłaniają do odpoczynku i do zastanowienia się nad sensem i celem życia. Można więc tam spotkać wielu sławnych i ciekawych ludzi (ale na razie jeszcze nie miałam takiego szczęścia).

Bardzo spodobało mi się długie pobrzeże ciągnące się przez całe miasto w dół niebieskoołowianej Garonny, z olbrzymimi mewami, które nie bardzo boją się ludzi, czasem biorą z rąk jedzenie i nawet wykazują chęć do pogadania z kimś. ))) Jest to przepiękny widok… W każdym zaułku miasta stoi jakaś katedra lub jakiś kościół. Jest ich tak wiele, że po południu straciłam ich liczbę i zapomniałam większości nazw. Jedną z największych atrakcji miasta jest wielki winny jarmark, na którym można znaleźć (a na niektórych stoiskach nawet bezpłatnie zdegustować) najlepsze wina z całej Francji, których większość jest cholernie droga ))).

Pod koniec dnia odnalazłam jakąś kawiarnię z bardzo miłym kelnerem, który przyjął mnie tak życzliwie, że gdzieś około godziny rozmawialiśmy o Bordeaux, o Francji, o Francuzach, o sytuacji politycznej na Ukrainie itd.

Więc podróż udała się rewelacyjnie! Teraz się zastanawiam, jaki będzie mój następny cel podróży? )))

 

11140072_10204391524291320_8561975744216196876_nLATO

Ale pod koniec odbywa się ze mną niesamowita metamorfoza…

 Obecnie mam niełatwy czas egzaminów, z których najbardziej skomplikowanym wydaje mi się egzamin z polskiej gramatyki opisowej w języku francuskim, z wykorzystaniem łacińskiej terminologii.W tym semestrze przyjechało do nas na studia trzech Polaków-polonistów z UJ.  Po zajęciach prawie płaczą, jak małe dzieci… Ciężko im to idzie. Ja też się martwię. Natomiast jesteśmy już po wielkim egzaminie z francuskiego oraz po egzaminie z translatoryki polsko-francuskiej i francusko-polskiej.

W kwietniu odbył się w Tuluzie Polski Tydzień, który w tym roku został poświęcony stuleciu urodzin Tadeusza Kantora (wspominałam o tym wcześniej). Do udziału w tym przedsięwzięciu pani Kinga Joucaviel zaprosiła wielu znakomitych profesorów z Uniwersytetu Paris-Sorbonne oraz z Jagiellońskiego. Szczególnie spodobała mi się konferencja na temat „Półśmierć, somnambulizm oraz świetliki jako opór śmierci w twórczości Kantora” ))) Ciekawa jestem, czy mogłabym napisać pracę licencjacką na taki niezwykle piękny, wyjątkowy temat? ))))).  Miałam także możliwość poznania aktorów, którzy osobiście pracowali z Kantorem w Krakowie i w Tuluzie – byli to Bogdan Renczyński oraz Ludmiła Ryba.

Nasz spektakl VolKantornado też dobrze się udał. Autorką scenariusza do tej sztuki  była tutejsza autorka, Katarzyna Kurzeja. Postanowiła ona opowiedzieć o rozmaitym życiu ludzi epoki Kantora. Są więc w naszym przedstawieniu sceny narodzenia dziecka, dyktando szkolne, wesele, Żydzi w obozie koncentracyjnym, śmierć… Ale jest to wizja człowieka nowoczesnego, który czasem się śmieje z problemów tych ludzi. Muszę się przyznać, że bardzo trudno było grać w takim przedstawieniu razem z najlepszymi francuskimi studentami-cyrkowcami naszego Uniwersytetu. Gram w tej sztuce rolę… takiej sobie… dziewczyny-obłąkanki, trochę jakby chorej psychicznie, którą ciągle prześladuje pech i której nikt nie rozumie. Ale pod koniec odbywa się ze mną niesamowita metamorfoza… plakat

Niestety, nie mamy linku do nagrania, który mogłabym do Pani wysłać. Mamy ten spektakl tylko na DVD, więc pooglądamy go razem we wrześniu, w Słubicach.

Maj 21, 2015
buy-Office-2010-key-online Office-Professional-Plus-2013-key key-Office-Professional-Plus-2013 Office-Professional-Plus-2013-activation-key product-key-for-Office-Professional-Plus-2013 Office-Professional-Plus-2013-license-key Windows-Server-2008-Enterprise-R2-Key Windows-Server-2008-Standard-R2-Key Windows-Small-Business-Server-2008-Standard-Key Windows-Server-2012-R2-Standard-Key Windows-8.1-Enterprise-key Windows-8.1-Enterprise-activation-key Windows-8.1-Enterprise-license-key Windows-8.1-Enterprise-cd-key Windows-8.1-Enterprise-serial-key